- Miejsce pleneru: Ochodzita, Złoty Groń, okolice Koniakowa, Istebnej i Jaworzynki Data pleneru: 13-15 kwietnia 2007 Baza noclegowa: HALNIAK- Ośrodek wypoczynkowo-szkoleniowy, Olza 43-470 Istebna 1326 Organizatorzy: Formacja Fotograficzna LANDSKAPIŚCI Temat pleneru: Fotografia krajobrazowa i jej artystyczny aspekt dokumentalny. Nadrealizm w fotografii - dokument jako punkt wyjściowy. "Co do pleneru słów kilka..." Trzy dni minęły w kilkudziesięcioosobowym gronie zbyt szybko, bo to ani się lepiej poznać, ani powymieniać doświadczeniami. No cóż - takie są realia dzisiejszego tempa życia… Natomiast z drugiej strony był to czas wystarczający do tego, aby zaprezentować różnorodność spojrzeń na fotografię, inność postaw twórczych, zrozumienia (lub nie), że fotografia może być sztuką, ale nie musi... Prezentacje uczestników pleneru zawierały się pomiędzy twardym dokumentem narracyjnym (np. powódź w Bawarii), przez tzw.dokument bez interpretacji (wysmakowane pejzaże gentlemanów z Lublina), aż po stylistykę bliską National Geographic (przyrodnicy). Osobnym rozdziałem były prezentacje ekipy ze Szczecina i Rafała Szopy. Był to znakomity przykład ewolucji ich fotografii w stronę tak mi bliskiego modern piktorializmu. Z jednej strony była to fotografia odwołująca się do impresjonistycznej gry kolorem (szczecinianie), a z drugiej (Szopa) wyraźny wpływ ekspresjonizmu – jak pisze Herbert Kühn: "W przypadku ekspresjonizmu, między tym, co ma być przedstawione, a samym przedmiotem istnieje głęboka przepaść. Przedstawiony przedmiot nie jest prostą projekcją tego, co prezentuje, lecz zaproszeniem do zrozumienia tego, co rzeczywiście przedstawia. To, co ma być przedstawione, rozpoczyna się niejako poza samym obrazem."
  - Wydarzeniem było bez wątpienia spotkanie ze Zbyszkiem Podsiadło – swoją elokwencją i erudycją uzmysłowił on obecnym, jakie znaczenie ma znajomość historii fotografii, minionych trendów, tego co już było i jak wielki ma to wpływ na aktualne postawy twórcze. Bez znajomości tego nie można dzisiaj funkcjonować jako artysta, najwyżej jako dyletant – epigon, co niestety tak mocno obciąża polską fotografię. Natomiast jego prace są typowym przykładem, że dobra fotografia się nie starzeje. Jest jeszcze fotografia gdzie twórca od początku do końca panuje nad tworzywem fotograficznym, gdzie natura staje się inspiracją i punktem wyjścia do stworzenia własnego mikroświata, świata swoistych doznań i emocji... Przy tej też okazji pojawiło się pytanie od kilkunastu lat bulwersujące niektórych fotografów – gdzie kończy się fotografia, a zaczyna grafika. Z mojego punktu widzenia nie ma to znaczenia – ważny jest tylko finał, czyli skończony obraz i czy jest to dzieło sztuki czy nie… Jakimi metodami, czy technikami zostało to osiągnięte ma to znaczenie drugorzędne, żeby nie powiedzieć żadne. Na zakończenie jeszcze jeden cytat: „…Fotografia oddała bezpośrednio wielkie i poważne usługi sztuce. Olbrzymie rozszerzenie wyobrażeń o stosunkach przedmiotów, niesłychane powiększenie liczby punktów widzenia, które się wyraziło w pozyskaniu ogromnej swobody kompozycji, w zdobyciu ogromnego układu obrazów, ułatwienia w poznaniu i uświadomieniu ruchu – oto są wpływy fotografii na sztukę, które wskazują, że fotografia zamiast narzucić pęta i ograniczyć twórczość, rozerwała je i usunęła, ułatwiając każdej indywidualności zdobycie takiego materiału plastycznego, jakiego ona w tej chwili potrzebuje.” Jest to tekst napisany przez Stanisława Witkiewicza w 1903 roku, a jakże potrzebny i nadzwyczaj aktualny w dzisiejszym skłóconym, bezkompromisowym, prowincjonalnym światku polskiej fotografii... Ale jeśli chodzi o plener, to ogólnie było nieźle. Zobaczymy jak wypadnie wystawa poplenerowa. A głos w tej sprawie dopiero w maju... Finalnie, chcielibyśmy serdecznie podziękować wszystkim uczestnikom za udział w plenerze i wszystko co się podczas tych dni wydarzyło. Mieczysław Wielomski, Grzegorz Połowczuk, Piotr Targosz
- źródło: tu
  
|